Bez mojej wiedzy, bez mojej zgody zafundowała mojej córce stres, ból i… tandetne złote kolczyki. Już powiedziałam byłemu mężowi, że po raz ostatni zabrał córkę na weekend.

Reklama

On uwielbia kobiety, które muszą się podobać za wszelką cenę. Ja im współczuję

Z Markiem rozwiedliśmy się pięć lat temu. Zdradził mnie i nie wyobrażałam sobie, że żyjemy sobie dalej, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Przeżyłam to bardzo, córka też. Dla niego było to straszne o tyle, że musiał wyprowadzić się z domu i pogodzić się z wysokimi alimentami. Poza tym – wreszcie swobodnie mógł się umawiać z wypindrzonymi laskami.

Kiedy się poznaliśmy, zachwycał się moją naturalnością. To było dla niego egzotyczne, bo zanim mnie poznał, umawiał się jedynie z dziewczynami, które kładły grubą warstwę tapety, dopinały sztuczne włosy, tatuowały się w widocznych miejscach. Szybko okazało się, że moja naturalność jednak kłóci się z jego poczuciem „estetyki”. Sam mi to powiedział. Że o siebie nie dbam. Czyli – nie staję na głowie, by swoim wyglądem krzyczeć: zobacz, jak się staram, żeby się podobać.

A ja współczuję takim kobietom. Które sztucznością (mocny make-up, sztuczne rzęsy, sztuczne włosy) wołają o uwagę mężczyzn. Uważam, że to upokarzające. Może właśnie dlatego robienie z mojego dziecka obiektu, któremu na siłę zależy na przykuciu uwagi płci przeciwnej – cholernie mi się nie podoba.

I nie chcę, żeby moja córka była taka!

Zobacz także

Takie podejście to kalectwo!

Majka nie chce rozmawiać na temat tego, co się stało. Może za kilka dni dowiem się dokładnie, jak to było. Jestem prawie pewna, że ta cała Paula namówiła ją do tego. Wiem, że ma na nią spory wpływ. Po powrocie od taty Majka nawet sepleni jak ciocia Paula. Zamiast „cześć” przez 2-3 dni mówi „czesc”. Wiem, że kiedy Maja u nich jest, chodzą po galeriach i robią zakupy. Wiem, że kupują ubrania i kosmetyki, żeby córka miała u nich jak najwięcej swoich rzeczy.

Oczywiście Majce się to podoba, bo jak każde dziecko – lubi prezenty.

Zastanawiam się tylko, po co Paula robi to wszystko. Przecież mój były mąż sam nie wpadłby na to obkupywanie Majki… Ani tym bardziej na przekłuwanie uszu.

Chce zaskarbić sobie sympatię dziecka? I biedna umie to robić tylko przekupując rzeczami? Chce przypodobać się ojcu tego dziecka? Chce mi pokazać swoją przewagę nade mną?

Proszę bardzo. Niech sobie robi to wszystko. Do tej pory uważałam, że jej intencje to wyłącznie jej problem. Ale z przekłuciem uszu Majce przegięła. Nie pozwolę, żeby sprowadzać moje dziecko do roli świecącej, sztucznej małpy. W dodatku za cenę bólu i nerwów. Nie chcę, żeby była kobietą, która w przyszłości da się pokroić na kawałki, byle tylko podobać się mężczyznom. Takie podejście to kalectwo.

Anka

Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl. Czytamy wszystkie listy i zastrzegamy prawo do wyboru najciekawszych oraz do ich redagowania lub skracania.

Piszemy też o:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama