Znowu nadchodzi lato, a ja nie wiem co mam zrobić z moimi dziećmi. Jeśli będą siedzieć w domu, cały dzień spędzą przy komputerze albo na telefonie. Nie chcę, żeby zamienili się w zombie. Gdy dzieci były młodsze, było nam łatwiej, ale teraz kiedy moi rodzice są starsi, nie mogę obarczać ich opieką nad całą trójką. Po prostu tego nie ogarną. Jak ludzie radzą sobie bez pomocy dziadków?

Reklama

Kiedyś nie mieliśmy takich problemów

Gdy dzieci były młodsze, moi rodzice mieli więcej energii, a planowanie wakacji było znacznie łatwiejsze. Razem z dziadkami spędzali całe lato na działce, a my wpadaliśmy tylko na weekendy. Dzięki pomocy dziadków lato szybko się kończyło i znów zaczynała szkoła. Teraz moja mama źle się czuję, a tata czeka na zabieg − w tym roku nie mogą nam pomóc. Przecież nie mamy z mężem tyle urlopu, żeby na całe wakacje zapewnić dzieciakom jakieś atrakcje. Razem z Marcinem usiedliśmy ostatnio do planowania wakacji i nie wierzyłam własnym oczom, gdy przeglądaliśmy kolejne cenniki wyjazdów wakacyjnych. Tydzień nad jeziorem kosztuje nawet 4 tysiące złotych. W cenie jest opieka i wyżywienie, ale coraz częściej widzę, że za część atrakcji trzeba dopłacić.

Szkoda, że nie ma już darmowych kolonii – to musiało być fajne rozwiązanie

Koleżanka naszej najstarszej córki jedzie na tygodniową wycieczkę do Włoch, Helena bardzo chciała do niej dołączyć, ale nie mamy na to pieniędzy. Nawet teraz nie wiem, jak sprawiedliwe rozdzielić nasz budżet pomiędzy całą trójkę. Czy powinnam losować, kto pojedzie na wymarzony obóz, a kto wyląduje na działce u dziadków? Jeśli wyślę każde z dzieci na fajny obóz, wyjdzie z tego pięciocyfrowa kwota. O naszych wspólnych wakacjach mogę zapomnieć.

Dofinansowane wyjazdy dla dzieci − to było dobre rozwiązanie

Gdy byłam dzieckiem, kolonie nie kosztowały aż tyle pieniędzy. Zazdroszczę moim rodzicom, że nie mieli takich problemów. Jako dziecko razem z moim bratem wyjeżdżałam na wiele tygodni. Najpierw jechaliśmy na kolonie, a potem resztę wakacji spędzaliśmy z dziadkami w ich zakładowych ośrodkach. Co roku jeździliśmy do Mrzeżyna, mam stamtąd wiele pięknych wspomnień. Poznałam tam przyjaciół, z którymi nawet teraz utrzymuję kontakt. Mój dziadek był kierowcą autobusu, dzięki temu prawie za darmo mogliśmy jeździć do ośrodka dla pracowników. Był to dosłownie malutki ułamek kwoty, którą teraz my będziemy musieli uzbierać na kolonie dla dzieci. Marzy mi się powrót do czasów dofinansowanych wyjazdów dla dzieci. Ten ośrodek w Mrzeżynie miał swój urok. Pierogi z jagodami ze stołówki i pierwsze zauroczenia – to zapamiętałam do dziś.

Patrycja

Zobacz także

Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl. Czytamy wszystkie listy i zastrzegamy prawo do wyboru najciekawszych oraz do ich redagowania lub skracania.

Zobacz też:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama