Kiedy Aśka przyjechała do nas ze świadkową z zaproszeniem, nie spodziewałam się, że usłyszę to, co usłyszałam. Już wręczając mi kopertę, powiedziała coś w stylu, bym nie odbierała tego personalnie. Otworzyłam zaproszenie i przeczytałam, że wymienieni jesteśmy tylko mąż i ja.

Reklama

„A co z dziewczynkami?”

Mamy 3 córki. Najstarsza ma 10, młodsza 7 lat, najmłodsza 2 lata. Aśka wie, że jestem na wychowawczym. Wie też, że dziewczynki są dla mnie najważniejsze. I nie wiem, jak mogła wyobrazić sobie mnie z mężem beztrosko wywijającą na parkiecie, podczas gdy moje dzieci… no właśnie? Zostają w domu oddalonym o 200 km od miejsca wesela? Czy pod opieką niani w pobliskim hotelu? Przyznam, że odebrałam to jako policzek.

Równie dobrze mogłaby z tym zaproszeniem nie przyjeżdżać.

Zwłaszcza że kiedy zapytałam: „A co z dziewczynkami?”, niby na luzie odpowiedziała coś w stylu, że „Może czas odciąć pępowinę”. Że dzieci nie pozwalają rodzicom się wyluzować, biegają, płaczą, robią zamieszanie i bałagan. I że tak postanowili z Antkiem, narzeczonym.

Zatkało mnie. Dalsza rozmowa się nie kleiła, wizyta szybko się skończyła.

Zobacz także

Aśka wyszła, wiedząc, że nie pójdziemy na jej ślub ani na przyjęcie.

Ochłonęłam dopiero jakiś czas później.

Coś się zmienia na naszych oczach

W pierwszej chwili chciałam sprawdzić, czy chodzi wyłącznie o nasze dzieci, czy wszyscy – zgodnie z życzeniem pary młodej – mają pojawić się bez dzieci albo wcale. Odpuściłam. Przecież to już i tak nie ma znaczenia.

Swoją drogą, ciekawe, czy w związku z tym, że chcą mieć takie eleganckie przyjęcie, nie zaprosili również seniorów (w rodzinie jest dużo babć, dziadków, a nawet 2 prababcie). Przecież ich obecność też może krępować innych gości… I też nie zawsze jedzą estetycznie, mogą zrobić bałagan...

Nie mówiąc już o wujku Władku, który po godzinie od rozpoczęcia wesela pewnie będzie już siedział czerwony z rozchełstaną koszulą na wielkim brzuchu. I on to dopiero robi bałagan.

Być może już wkrótce okaże się, że na rodzinne przyjęcia zapraszać się będzie tylko wybrane osoby. Takie, które „pasują”. Kryterium będą nie więzy rodzinne a: wiek, zasób portfela, może jeszcze coś innego…

Póki żyję nie będę brała udziału w żadnym ślubie i przyjęciu weselnym, na który nie zostaną zaproszone moje dzieci. Po prostu: nie ruszam się bez nich.

Klaudia

Zobacz także:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama