Szanowna Redakcjo, mieszkamy z mężem na wsi, pracy jest dużo. Spodziewamy się pierwszego dziecka, urządzamy się. A siostra męża z rodziną wymyślili sobie, że nasze gospodarstwo to świetne miejsce na darmowe wakacje.

Reklama

Korzystają z powietrza i zieleni, a ja...

Ja rozumiem, że u nas jest pięknie, spokojnie, świeże powietrze, zieleń, rzeka. Ale dla mnie i mojego męża nasze gospodarstwo to przede wszystkim ogrom pracy. Zasuwamy od rana do wieczora. Teraz głównie to mąż, bo ja już z brzuchem wolę nie ryzykować.

Marzena z mężem i dwójką maluchów byli u nas na Wielkanoc. Nie miałam nic przeciwko, no bo jak zakazać rodzinie odwiedzin w święta? Siedzieli bity tydzień. Ja w kuchni, mąż w obejściu, szwagierka ze szwagrem na leżakach. I jeszcze te wrzaski przez całe dnie, bo nawet dzieci puścili samopas. Musieli odpocząć, w końcu były święta.

Miałam serdecznie dość po dwóch dniach, jakoś wytrzymałam siedem. Teraz zapowiedzieli się na majówkę, a ja zachodzę w głowę, jak się z tego wykręcić?! Teraz w ciąży potrzebuję spokoju i ciszy, a nie latania za szanownymi urlopowiczami. Żeby oni chociaż jakoś dzieci potrafili ogarnąć, ale to chyba za duży wysiłek. Pozwalają im na wszystko, żadnych zasad, aż nawet nam ta dzieciarnia zaczęła wchodzić na głowę.

Mąż się boi, że siostra się obrazi, więc nic nie mówi. Mamy duży dom, ogród, więc może to ja przesadzam i powinnam być bardziej gościnna?

Zobacz także

Ola

Od Redakcji: Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl. Czytamy wszystkie listy i zastrzegamy prawo do wyboru najciekawszych oraz do ich redagowania lub skracania.

Zobacz też:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama