Tragedia w Świętokrzyskiem: ojciec ciągnął dziecko na materacu. Mimo błyskawicznej pomocy 12-latka nie udało się uratować
Kolejny wakacyjny weekend przyniósł kolejną tragedię nad wodą. Tym razem do dramatu doszło w Szeligach (powiat starachowicki, woj. świętokrzyskie). W sobotę nad zalewem Wióry utonął 12-letni chłopiec. Mimo błyskawicznie rozpoczętej reanimacji chłopca nie udało się uratować.
W sobotę (6 lipca) od rana było słonecznie i gorąco. Wiele osób spędzało ten dzień nad wodą. Nad zalewem w Szeligach również nie brakowało plażowiczów, którzy korzystali z wakacyjnej pogody. Około godziny 14.20 spokojne plażowanie i kąpiele przerwały syreny 4 wozów strażackich. Niedługo potem lądował tam śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego…
Chłopca wyciągnięto z wody błyskawicznie
Z tego, co udało się ustalić śledczym, 12-letni chłopiec spadł do wody z dmuchanego materaca. Prócz niego na materacu był 44-letni mężczyzna. Materac był ciągnięty przez skuter, który prowadził 39-letni tata chłopca.
Podczas jednego ze skrętów w czasie przejażdżki, wskutek uderzenia o inny skuter, 12-latek znalazł się w wodzie.
Chłopiec został wyciągnięty z wody błyskawicznie. Mimo to… stało się najgorsze.
Długa walka o życie 12-latka
Niedługo potem na pomoc jechali strażacy. Wkrótce na miejscu była również załoga ratowników ze śmigłowca LPR. Strażacy wraz z ratownikami przez kilkadziesiąt minut walczyli o życie chłopca. Niestety, nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. Zgon stwierdzono o godzinie 15.20.
Policjanci i prokurator nad zalewem w Szeligach pracowali do wieczora…
Jak poinformował rzecznik starachowickiej komendy policji, prowadzone czynności miały jeden cel: wyjaśnić w sposób możliwie dokładny okoliczności tragedii.
Wiadomo, że tata chłopca, który prowadził skuter, jak i mężczyzna, który płynął z chłopcem na materacu – byli trzeźwi. Żadnemu z nich, tak jak załodze drugiego skutera — nic się nie stało.
Źródło: Polsat News, TVP Kielce
Piszemy też o: