Siemianowice Śl.: mały Eryk schował się przed ogniem w szafie. Tragedii winna matka? Sąsiedzi opowiadają o niej okropne rzeczy
Wciąż pojawiają się nowe informacje w sprawie okoliczności śmierci 4,5-letniego Eryka z Siemianowic Śląskich. Chłopiec zginął tragicznie w pożarze, który wybuchł, gdy wraz z 7-letnim bratem był pod opieką niespełna 13-letniej siostry. Wiadomo już, że rodzina znana była pracownikom socjalnym, którzy sprawdzali, jaką matką jest Anna G.
Biegli wciąż sprawdzają, co wspólnego z wybuchem pożaru miała zapalniczka, którą strażacy znaleźli w tym samym pomieszczeniu, z którego wynieśli Eryka.
Schował się do szafy
Okazało się, że chłopiec, prawdopodobnie wystraszony rozprzestrzeniającym się ogniem, postanowił ukryć się w szafie. Niestety, nie wiedział, że wcale nie jest tam bezpieczny. Obok niego nie było też nikogo, kto zadbałby o jego bezpieczeństwo...
Jego siostra i brat zdołali uciec. 4,5-latka nie udało się uratować.
MOPS nie miał zastrzeżeń…
Rodzina Anny G. znana była pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Sąsiedzi nie raz skarżyli się na hałasy libacji dochodzące z mieszkania. Na długo przed tragedią wątpili też, czy Anna G. zapewnia dzieciom odpowiednią opiekę. Dziś wielu z nich uważa, że Eryk nie musiał umierać.
Tyle że kontrole pracowników socjalnych wypadły pozytywnie...
„Kilka lat wcześniej kobieta miała asystenta rodziny, ten nadzór skończył się w październiku 2022 r., bo dobrze sprawowała opiekę nad dziećmi” – zapewnia dyrektor MOPS, Mateusz Kocy.
W 2023 r. opieką kuratora objęta została jednak jej córka. Ta sama, która miała zajmować się młodszymi braćmi, gdy matka wyszła do urzędu pracy.
Czy niepełnoletnia dziewczynka była odpowiednią osobą do zapewnienia bezpieczeństwa młodszemu rodzeństwu? Kto zawinił?
Źródło: Fakt
Piszemy też o: